Od początku roku mieszkańcy skarżą się na nieestetyczny wygląd koszy na odpady, które decyzją ministra środowiska stanęły w wielu miejscach Polski. Jest to także uciążliwe dla lokalnych samorządów.
W styczniu, nastąpiła zmiana sposobu segregowania odpadów komunalnych poprzez dostosowanie go do wspólnego systemu segregacji, który miał obowiązywać w całej Polsce na podstawie przepisów rozporządzenia ministra środowiska w sprawie szczegółowego sposobu selektywnego zbierania wybranych frakcji odpadów z 2017 roku.
W ostatniej chwili, bo 28 grudnia 2018 roku, ministerstwo zgodziło się na wydłużenie czasu wdrożenia nowego systemu. Niestety, nie wszystkie miasta i gminy mogły skorzystać z tego rozwiązania, wcześniej wprowadzając uchwałę dotyczącą segregacji śmieci domowych na pięć pojemników.
Wraz z nowym rokiem, m.in. w Sosnowcu obowiązuje nowy system selektywnej zbiórki odpadów. Dotychczasowy trójpojemnikowy podział (suche, mokre, szkło) został zastąpiony. Nowe przepisy wymusiły na gminach wprowadzenie segregacji odpadów na 5 frakcji – papier, szkło, metale i tworzywa sztuczne, odpady ulegające biodegradacji oraz odpady zmieszane.
– To jest pokaz tego dlaczego śmieci w Polsce drożeją. W firmie Remondis stoją tysiące koszy na śmieci, które musiały zostać wymienione tylko dlatego, że zmieniono ustawę i nie pozwolono na ich ponowne użycie z nowymi oznaczeniami. Wystarczyło na tych pojemnikach zmienić tylko opis, zdecydowano jednak o różnokolorowych pojemnikach i to bez okresu przejściowego. Między innymi właśnie to powoduje podwyżki cen – tłumaczy Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca.
Nowy sposób segregacji jest sporym problemem dla lokalnych samorządowców, którzy oprócz nowych pojemników, muszą rozpisywać nowe przetargi na wywóz śmieci, co również jest bardzo kosztowne czy stworzyć kampanię informacyjną dla mieszkańców. Ale nie chodzi tu tylko o problemy techniczne, ale także estetyczne, na które najczęściej zwracają uwagę mieszkańcy, głównie centrum miasta, które zamiast wizytówką staje się udręką przechodniów i lokatorów.

Mieszkańcy skarżą się na bałagan, jaki tworzy się po ustawieniu kilku pojemników na śmieci. W wielu miejscach wiaty okazują się za małe, przez co kubły znajdują się poza wiatą. – Wychodząc z psem na spacer widzę rozwalone śmieci, które rozwiewa wiatr. Nie wiem czy rozwalone kubły to sprawka ludzi czy zwierząt, ale nie tak to powinno wyglądać, nie za to płacimy – mówi oburzony Tomek z Sosnowca.
Brud, walające się śmieci i otwarte pojemniki niosą ze sobą zagrożenie pojawienia się szczurów, których na osiedlach i tak nie brakuje, a także nieprzyjemnego zapachu. Nie mówiąc już o „walorach” estetycznych.
Brak miejsca na nowe pojemniki jest szczególnie zauważalny w centrum miasta, m.in. przy ulicy Targowej, Dekerta czy Kościelnej, gdzie pojemniki zajmują znaczną część drogi, chodnika, a nawet przejścia. – Syf, po prostu syf i wstyd! Strach pomyśleć co będzie latem, kiedy nieprzyjemne zapachy z tylu pojemników dostaną się do mieszkań – mówi mieszkanka Sosnowca.
Miasto stara się chociaż ten problem zwalczyć. Kilka dni temu przy ulicy Kościelnej powstała wiata, która ukryje szpetne pojemniki. Wkrótce porośnie je bluszcz. Włodarze miasta starają się także odpowiednio zagospodarować pozostałe miejsca, ale jak tłumaczą usytuowanie wiat jest regulowane przez przepisy.

Problemem jest także ilość pojemników. – Jak w bloku, w kawalerce, zmieścić pięć pojemników ze śmieciami? To nierealne. Już trójpojemnikowy podział bywał problematyczny – zwraca uwagę Ania, mieszkanka Sosnowca. – Uważam, że ekologia jest ważna i powinniśmy dbać o nasze środowisko, ale w sposób rozważny i przemyślany, który ułatwia nam życie, a nie je utrudnia – dodaje.
Nowe zasady segregacji śmieci mają przyczynić się do rozwoju recyklingu i ograniczenia składowania masy odpadów komunalnych ulegających biodegradacji. Niestety, zamiast pomóc wprowadzają ogromny chaos i dezorganizację wśród mieszkańców i władz lokalnych.
CZYTAJ TAKŻE:
Wywóz odpadów będzie droższy. Od kwietnia mieszkańcy zapłacą więcej

















