W środę, 30 września odholowane zostały dwie naczepy, znajdujące się na terenie Sosnowca, które zawierały podejrzane odpady.
Naczepy, zawierające nieznane substancje, zostały porzucone w różnych punktach miasta. Pierwszą z nich pozostawiono przy ulicy Baczyńskiego, w okolicy hali sportowej. – Naczepa, w dzielnicy Milowice, wypełniona plastikowymi beczkami z cieczą została zabezpieczona. Są to nielegalne odpady. Podjęliśmy działania, aby ustalić co znajduje się w pojemnikach – mówił we wrześniu Rafał Łydek, dyrektor Miejskiego Zakładu Usług Komunalnych w Sosnowcu.
Kilka dni później, na Pogoni, przy dawnej Hucie Buczek, pojawiły się kolejne dwie naczepy, które początkowo nie wzbudziły niepokoju wśród mieszkańców i władz miasta, ponieważ były w dobrym stanie, a na jednej z nich znajdowało się logo Poczty Polskiej. Sytuacja zmieniła się po wielkim pożarze nielegalnego składowiska odpadów przy ulicy Radocha.
Na miejsce wezwano odpowiednie służby, w tym Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska oraz Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. – Na miejscu zastaliśmy dwie naczepy, na których inspektorzy ujawnili pojemniki, najprawdopodobniej z niebezpiecznymi odpadami – informuje Małgorzata Zielonka z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach.
Policja, we współpracy z prokuraturą, ustaliła właściciela dwóch naczep pozostawionych na parkingu przy Hucie Buczek, który został zobowiązany do usunięcia swojej własności. – Naczep już nie ma, zostały zabrane przez właściciela. W interwencji udział brali sosnowieccy policjanci – mówi Rafał Łysy, rzecznik Urzędu Miejskiego w Sosnowcu. – Od decyzji prokuratura zależy, jaką karę poniesie właściciel naczep – dodaje.
Wciąż jednak nie ustalono właściciela trzeciej naczepy, znajdującej się w Milowicach. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. – Są tu tylko dwie drogi wyjścia, albo uda się znaleźć właściciela, który usunie naczepę, a jeśli nie ktoś będzie musiał zająć się utylizacją. Może to być RDOŚ lub miasto. Postępowanie wyjaśniające w tej sprawie wciąż trwa. Ważne jest także działanie policji i prokuratury, które może doprowadzić do tego samego, co w przypadku naczep z Pogoni – wyjaśnia Rafał Łysy.




















