57-latka z Sosnowca walczy o powrót do sprawności po tym, jak jej mąż po wiadomości o chęci rozwodu postrzelił ją w głowę. Niestety koszt leczenia przewyższa możliwości rodziny.

Jolanta Pawluś to 57-latka z Sosnowca, która w ubiegłym roku przeżyła prawdziwy rodzinny dramat. – Rok 2020 nie zaczął się dla nas szczęśliwie. 22 lutego w wieku 38 lat zmarł nagle mój starszy brat. Nie zdążyłem się jeszcze podnieść z jednej tragedii, wówczas nastąpiła kolejna – mówi syn pani Jolanty. – W nocy z 30 na 31 marca moja ukochana mama, która całe życie nam poświęciła, została postrzelona w głowę przez swojego męża. Chciała od niego odejść, on jej nie pozwolił. Chciał ją zabić, szczęśliwie mu się to nie udało – dodaje.

Walka o życie

Od tego momentu rozpoczęła się dramatyczna walka od życie. Kobieta natychmiast trafiła na stół operacyjny, gdzie została poddana operacji, której mogła nie przeżyć. – Codziennie mówiono: proszę przygotować się na najgorsze. Jednak mimo tego, że miała 5 proc. szans na przeżycie, wbrew wszystkiemu i wszystkim przeżyła – wspomina syn 57-latki.

Kobieta spędziła ponad miesiąc na oddziale intensywnej terapii, potem na oddziale neurochirurgii i rehabilitacji szpitalnej. Łącznie 56-latka hospitalizowana była ponad pół roku. – Szok, niedowierzanie, złość, ogromny smutek i strach o to, co dalej będzie – to uczucia, które towarzyszyły mi każdego dnia. Od pierwszych minut po tragedii nie potrafiłem zrobić nic. To moja żona, mimo ciężkiego stanu psychicznego, wzięła na swoje barki kontakt z lekarzami, rehabilitantami, załatwianie spraw urzędowych. Gdyby nie ona, nie dałbym sobie rady. Rodzina sprawcy, zamiast nam pomóc, jeszcze utrudniała nam życie. Nie wydała nam nawet rzeczy mamy, wszystko musieliśmy kupować – wspomina syn poszkodowanej.

Powrót do normalności

Po trudnych doświadczeniach i wielu tygodniach spędzonych na szpitalnym łóżku kobieta mogła wrócić do domu. Tu jednak szybko okazało się, że powrót do zdrowia i normalności jest bardzo kosztowny.

– Mama została wypisana ze szpitala z koszulką dokumentów, recept, z rurką w szyi (konieczne było ciągłe odsysanie), z rurką w nosie (przez którą była dłuższy czas żywiona), z zagrzybionymi stopami. Była cała sztywna. Z dnia na dzień, pomimo konieczności utrzymania swojej rodziny, sześcioletniego wówczas syna, musieliśmy utrzymać niepełnosprawną osobę: zapewnić jej prywatnego rehabilitanta, neurologopedę, leki, artykuły higieniczne. To były jak dla nas ogromne koszty. Nie było łatwo, bo wiele rzeczy musieliśmy sobie odmawiać, ale upór i dążenie do celu przyniosły w końcu wymierne efekty. Z osoby, która była połowicznie porażona, jadła przez rurkę w nosie, była odsysana, nie mówiła, stawała się z powrotem sobą – wyjaśnia syn pani Jolanty.

Ciężka praca pomogła, a kobieta zrobiła ogromne postępy. Porażona część twarzy zaczęła się poruszać, dzięki czemu 57-latka mówi pojedyncze słowa, czasem nawet całe zdanie. Ponadto przestała być odsysana, zaczęła jeść i pić sama, umie posługiwać się sztućcami, sama pije zarówno z butelki jak i kubka, wykazuje emocje – cieszy się, złości i płacze.

Potrzebna kosztowna rehabilitacja

Niestety, rehabilitacja domowa przestaje przynosić zamierzone efekty. Jedyną szansą, dla 57-letniej sosnowiczanki na powrót do większej sprawności, jest pobyt w specjalistycznym ośrodku urazów mózgu PCRF Votum pod Krakowem. Jednak cena pobytu przewyższa finansowe możliwości całej rodziny.

Jedyną szansą jest pomoc innych osób, dlatego córka założyła zbiórkę pieniędzy. – Błagamy o pomoc. Cudem uniknęła śmierci, dajmy jej szansę na powrót do sprawności. Gdybyśmy nie musieli, nie prosilibyśmy o pomoc. Mama ma dopiero 57 lat, przed wypadkiem była bardzo żywiołową, uczynną osobą, którą większość osób bardzo lubiła. Była taką szaloną babcią dla naszego syna i bardzo lubiła się z nim wygłupiać. Kochała zwierzęta, jazdę na rowerze, a najnowszą miłością była dla niej uprawa kwiatów. Marzyła, aby na starość mieć normalne, spokojne życie wśród rodziny. Tęsknimy za nią, szczególnie nasz siedmioletni syn, jej ukochany wnuczek. Chcielibyśmy, żeby była jeszcze szczęśliwa – podkreśla rodzina pani Jolanty.

Zbiórka pieniędzy prowadzona jest na portalu siepomaga.pl. Zebrane środki przeznaczone zostaną na leczenie i rehabilitację.