Siatkarki Płomienia Sosnowiec mają za sobą bardzo udany rok. Podopieczne Krzysztofa Zabielnego ten etap rozgrywek zakończyły na pierwszym miejscu i z optymizmem patrzą w przyszłość.
Końcówka grudnia to dla siatkarek Płomienia pracowity okres. Sosnowiczanki w bardzo krótkim czasie rozegrały trzy ligowe spotkania. Wszystkie wygrały. Najpierw, w zaległym meczu, pokonały SMS Chorzów 3:0, następnie wygrały z drużyną z Zawiercia 3:1, a w kończącym 2016 rok spotkaniu pokonały 3:2 UKS Net Piekary Śląskie.
– Widać było, że z każdym kolejnym meczem zmęczenie u dziewczyn nawarstwiało się i miało to swoje odzwierciedlenie w naszej postawie na parkiecie. Zwłaszcza w tym ostatnim meczu z Piekarami Śląskimi – ocenił trener Krzysztof Zabielny. – Nie ukrywam, że mecz po meczu przez trzy dni to zbyt duża dawka dla dziewczyn. Popełnialiśmy dużo błędów, ale wszystkie spotkania wygraliśmy i to jest najważniejsze – dodał.
Siatkarki Płomienia zakończyły pierwszy etap rozgrywek. Bilans sosnowiczanek jest naprawdę imponujący. Na 14 rozegranych dotąd spotkań, aż 13 z nich wygrały. Jedyną porażkę odniosły na wyjeździe z rezerwami dąbrowskiego MKS-u.
– Drużyna z Dąbrowy Górniczej skończyła ten etap rywalizacji tuż za nami. Jest to zespół bardzo mocny i ta porażka wstydu nam nie przynosi. Był to bardzo zacięty pojedynek, co prawda przegrany 0:3, ale o porażce zadecydowały tak naprawdę małe niuanse – podkreśla trener Płomienia.
Wyniki te pozwoliły na zajęcie pierwszego miejsca i awans do kolejnego etapu rozgrywek. Teraz do rywalizacji przystąpią po cztery najlepsze drużyny z dwóch grup trzeciej ligi.
Rozgrywki te rozpoczną się dopiero w lutym 2017 roku. Wyłonią dwie lub trzy najlepsze drużyny, które reprezentować będą województwo śląskie na szczeblu ogólnopolskim.
Siatkarki z Sosnowca mają już za sobą ostatni trening w tym roku. Do zajęć wrócą 2 stycznia.
– Będziemy mieć sześć tygodni, aby przygotować się do decydującej fazy rozgrywek. Myślę, że spokojnie nam to wystarczy. Na pewno będziemy grać sparingi, może wystąpimy też na jakimś turnieju – kończy Krzysztof Zabielny.





















