Sosnowiczanin Waldek Malina postanowił zrealizować swoją pasję, jaką są podróże. Z okazji 40-tych urodzin kupił stary rower i ruszył na nim w świat. Właśnie rozpoczął kolejną wyprawę – do Czeczeni.

Waldek Malina z Sosnowca przez całe swoje życie prowadził kanapowy tryb życia. W dniu swoich 40. urodzin postanowił to jednak zmienić i poświęcić się prawdziwej pasji, którą są podróże.

– Pomyślałem, że chciałbym coś zrobić, czym mógłbym pochwalić się przed swoimi dziećmi i w przyszłości wnukami. Wpadłem wtedy na pomysł, że pojadę rowerem do Świnoujścia – przyznaje Waldek Malina.

Waldek Malina w podróży - fot. arch. prywatne
Waldek Malina w podróży – fot. arch. prywatne

Sosnowiczanin za 300 zł kupił stary rower w komisie na Dańdówce, odświeżył go i ruszył w trasę. – Wyjechałem w poniedziałek, a w piątek kąpałem się już w Bałtyku. Przejechałem ponad 700 km, nie było lekko, ale już wtedy rodziły się pomysły na kolejne wyprawy – opowiada.

Pierwszą zagraniczną podróżą była wyprawa do Lwowa. – Niby nic wielkiego, ale dla mnie było to ogromne przeżycie. Postanowiłem więc zwiedzać wschodnie kraje – dodaje Malina.

Waldek Malina - fot. MC
Waldek Malina – fot. MC

Później przyszła pora na Gruzję. – Wszyscy mówili mi, że Gruzini to mili i otwarci ludzie. Mogę potwierdzić, że faktycznie tak jest. Tam usłyszałem, że w Armenii tak już nie będzie. Pojechałem i okazało się, że Ormianie również są gościnni i serdeczni. Następnie pojechałem do Azerbejdżanu i do dalekiej Mongolii – wylicza.

Jak wyglądają przygotowania do takiej podróży? – Na początku zbieram ogólne informacje o danym kraju. Staram się też rozmawiać z ludźmi, którzy już tam byli i mogą podpowiedzieć – odpowiada Waldek Malina.

Waldek Malina w podróży - fot. arch. prywatne
Waldek Malina w podróży – fot. arch. prywatne

Wyprawy Waldka Maliny to nie są jednak podróże all inclusive. – Najtrudniejszy jest transport do danego kraju, zwłaszcza przewóz mojego roweru. Na miejscu poruszam się na jednośladzie z całym ekwipunkiem. Mając namiot, mam zapewniony nocleg. Nie ma więc mowy o żadnych hotelach czy restauracjach. Zawsze na swojej drodze spotykam jednak wspaniałych ludzi, którzy często oferują mi pomoc lub też gościnę – podkreśla sosnowiczanin.

Waldek Malina w podróży - fot. arch. prywatne
Waldek Malina w podróży – fot. arch. prywatne

Jak na rowerowe wyprawy reaguje rodzina? – Żona już się przyzwyczaiła. Nie miała wyjścia. Na początku, gdy jechałem na Ukrainę, nie była zadowolona. Teraz, gdy rozmawiamy o moich planach, podchodzi do tego normalnie i jest spokojna – zapewnia Waldek Malina.

Podróże to także wiele niezapomnianych przeżyć i wspomnień, zwłaszcza, gdy jedynym środkiem transportu jest rower.

– Oj, w każdej podróży coś ciekawego się przytrafia. Czasami są to groźne, a czasami śmieszne sytuacje. Podróżując w pojedynkę, zawsze coś się dzieje. W grupie jest trochę inaczej. W czasie każdej wyprawy kompletnie nie wiem, czym zostanę zaskoczony i to mi się bardzo podoba – mówi nasz rozmówca.

Waldek Malina w podróży - fot. arch. prywatne
Waldek Malina w podróży – fot. arch. prywatne

Waldek na każdą wyprawę zabiera flagę Zagłębia Dąbrowskiego i gadżety związane z Sosnowcem.

– Wszędzie jeżdżę ze swoją flagą i promuję nasz region. Jestem z Sosnowca i chcę to miasto pokazywać. Rozmawiam z ludźmi, a oni interesują się tym, skąd jestem. Pytają mnie o Sosnowiec, a ja często im odpowiadam „to mój gorad, ja tu żywiot!” – wspomina z uśmiechem. – Fajnie jest też czymś się odwdzięczyć za gościnę. Koszulka czy kubek to dla dzieciaków prawdziwa niespodzianka – dodaje.

Waldek Malina w podróży - fot. arch. prywatne
Waldek Malina w podróży – fot. arch. prywatne

W czwartek, 10 sierpnia, Waldek Malina wyruszył w kolejną podróż. Tym razem do Czeczeni. Będzie to czasochłonna wyprawa przez Ukrainę, Azerbejdżan i Rosję. – W Rosji wsiadam na rower i jadę do stolicy Czeczeni, czyli Groznego. Pokażę wszystkim, że Sosnowiec to miasto, które łączy ludzi – kończy Waldek Malina.

Wyprawa ma potrwać 21 dni.

Skomentuj przez Facebook

5 KOMENTARZE

  1. Wspaniała pasja – ale ile razy można podkreślać, że to rower z komisu? Przecież to nie sensacja – w komisach są rzeczy bo ktoś je oddał kiedy potrzebował kasy. To nie rower ze złomowiska.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here