W Dąbrowie Górniczej dobiega końca pierwsza tura koszenia terenów należących do miasta. W tym sezonie koszenia nie będą tak częste jak w ubiegłych latach, bo trawa przycinana jest wyżej. To sposoby na ograniczenie negatywnych konsekwencji suszy.

W tym roku w dębowym mieście mniej terenów objętych zostało koszeniami. Tam gdzie to konieczne, trawa przycinana jest wyżej. To sposoby na ograniczenie negatywnych konsekwencji suszy.

W Dąbrowie Górniczej ponad 228 ha trawników i zieleńców utrzymywanych jest przez miasto. Aktualnie tylko 87,2 ha będzie koszone. Koszenia ruszyły 19 maja i objęły głównie fragmenty leżące w pasie drogowym, co wynika z konieczności zapewnienia dobrej widoczności wpływającej na bezpieczeństwo. 1 czerwca rozpoczęto prace w pozostałych miejscach.

– Trawa jest koszona na wysokość 8-10 cm, a nie jak w latach ubiegłych na 4-5 cm. To wyeliminuje jej żółknięcie i zasychanie, co miewa miejsce przy krótkim cięciu w okresie występowania wysokich temperatur – tłumaczy Agnieszka Raus, kierownik Referatu Zieleni i Oczyszczania.

Troska o ekologię

Koszone są place zabaw, zieleńce na osiedlach i otoczenia miejsc z zaaranżowaną zielenią. – W tym wypadku chodzi o to, żeby ozdobne kwiaty i krzewy nie zostały zarośnięte i wyparte przez trawę – wyjaśnia Agnieszka Raus. – Częstotliwość koszeń w miejscach, gdzie jest to niezbędne, zależeć będzie od warunków pogodowych i szybkości wzrostu trawy – dodaje.

Oprócz terenów należących do miasta, sporo zieleńców czy trawników należy do spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych, a także do podmiotów prywatnych. W takim wypadku decyzja o koszeniu i sposobach pielęgnacji należy do ich właścicieli i administratorów.

Dąbrowscy urzędnicy przekonują, że ograniczenie koszeń ma ekologiczny sens. – Chodzi o to, że bujniejsza roślinność chroni ziemię przed wysuszeniem i pomaga zatrzymać wodę w glebie. Ten argument zyskuje na znaczeniu w sytuacji, gdy zaczyna grozić nam deficyt wody. Dodatkowo w upalne dni zielony obszar wolniej się nagrzewa i nie bije z niego żar, tak jak np. od betonu czy asfaltu – wyjaśnia Agnieszka Raus.

PRZECZYTAJ KONIECZNIE:

Miasto nie będzie kosić często trawników. Chce oszczędzać i walczyć z suszą

Skomentuj przez Facebook

6 KOMENTARZE

  1. Zgnijemy od wilgoci a tu o suszy!
    Greta von ston – bier tego nobla za gupie gupoty!!
    Trawę koście 2 razy do roku bo nas osty, rzepaki, rdestowce i inne zarosną całkiem! Powstanie wszędzie dżungla jak za Humanitasem 🤢
    Mały postęp bo nie wpada pod blok 10 gości z charkiwkami o 6.00 co miesiąc.
    Czy nie dałoby się takich prac ustawić od godziny 7,8? Tak samo śmieciarki już 5.40 się tłuką pod blokiem, a że teraz modnie, ekologicznie jeżdżą po mieście na pusto, w ruchu ciągłym, to hałas jest nieznośny do wieczora.

  2. A co z kleszczami, które w tej dłuższej trawie będą się rozmanażać i czakać na nasze pieski i bąbelki też…
    Kleszcze to gorsze skur….yny niż cały ten koronaświrus….
    Kosić, pryskać a jak to nie pomoże to palić 😉

    • W latach 70,80-tych jakoś o kleszczach pod blokiem się nie słyszało. Ale wtedy dłuższa wysuszona trawa była wypalana do zera! Liście zagrabione przez dzieci, czyny społeczne itp, były palone na miejscu – z tych liści przy odpowiedniej pogodzie to ładne mgły były 😂😂😂 epnięta greta by zdechła na sam widok tego dymu 😂😂😂

  3. Alergicy podziękują wam przy urnach wyborczych za nie koszenie trawy.

    Przez kilka ostatnich dni padał deszcz, by dostać się do mojego bloku idąc z przystanku autobusowego trzeba iść ścieżką (nikt nie myśli by zrobić chodnik, bo to nieekologiczne i drogie przecież). Weź teraz idź taką ścieżką, gdzie po jednej i drugiej stronie trawa wysoka na metr. Buty, spodnie, wszystko mokre od deszczu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here