[adrotate group="3"]
[adrotate group="3"]
[adrotate group="3"]
[adrotate group="9"]

Był skrajnie wycieńczony, nie miał siły ustać na własnych nogach. W stanie agonalnym odebrany właścicielom z Dąbrowy Górniczej trafił do weterynarza. Niestety nie udało się go uratować.

Inspektorzy z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt w Gliwicach otrzymali w poniedziałek, 4 grudnia informację od anonimowej osoby o wychudzonym psie w Dąbrowie Górniczej. Kilka godzin po zgłoszeniu zjawili się pod wskazanym adresem. Niestety zgłoszenie się potwierdziło. To co zastali było dla nich szokiem.

– Pies przetrzymywany był w przydomowej komórce. Był w strasznym stanie, skrajnie wycieńczony, nie miał siły ustać na własnych nogach, nawet nie podnosił głowy. Nie miał nawet miski z wodą. W wiadrze po farbie miał zamarznięte jedzenie, jakieś ziemniaki, cebulę i buraki. Leżał na skrawku dywanika. Załatwiał się pod siebie. To był starszy widok – mówi Anita Chromy, inspektor z OTOZ Gliwice. – Musieliśmy go wynieść na rękach – dodaje.

Właściciele psa nie chcieli go wydać inspektorom. Kobieta, z zawodu pielęgniarka, stwierdziła, że „pies powinien zdychać sam, swojej babci też by nie uśpiła”. Inspektorzy wezwali policję, w asyście stróżów prawa pies został właścicielom odebrany. Trafił pod opiekę weterynarzy.

Niestety nie udało się go uratować. W piątek, 8 grudnia został poddany eutanazji. Umarł w humanitarnych warunkach. We wtorek sprawa zostanie skierowana do prokuratury.

 

[adrotate group="5"]
[adrotate group="5"]
[adrotate group="5"]
[adrotate group="9"]