Był skrajnie wycieńczony, nie miał siły ustać na własnych nogach. W stanie agonalnym odebrany właścicielom z Dąbrowy Górniczej trafił do weterynarza. Niestety nie udało się go uratować.
Inspektorzy z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt w Gliwicach otrzymali w poniedziałek, 4 grudnia informację od anonimowej osoby o wychudzonym psie w Dąbrowie Górniczej. Kilka godzin po zgłoszeniu zjawili się pod wskazanym adresem. Niestety zgłoszenie się potwierdziło. To co zastali było dla nich szokiem.
– Pies przetrzymywany był w przydomowej komórce. Był w strasznym stanie, skrajnie wycieńczony, nie miał siły ustać na własnych nogach, nawet nie podnosił głowy. Nie miał nawet miski z wodą. W wiadrze po farbie miał zamarznięte jedzenie, jakieś ziemniaki, cebulę i buraki. Leżał na skrawku dywanika. Załatwiał się pod siebie. To był starszy widok – mówi Anita Chromy, inspektor z OTOZ Gliwice. – Musieliśmy go wynieść na rękach – dodaje.
Właściciele psa nie chcieli go wydać inspektorom. Kobieta, z zawodu pielęgniarka, stwierdziła, że „pies powinien zdychać sam, swojej babci też by nie uśpiła”. Inspektorzy wezwali policję, w asyście stróżów prawa pies został właścicielom odebrany. Trafił pod opiekę weterynarzy.
Niestety nie udało się go uratować. W piątek, 8 grudnia został poddany eutanazji. Umarł w humanitarnych warunkach. We wtorek sprawa zostanie skierowana do prokuratury.




















