Kolejna internautka podzieliła się dramatyczną relacją z której wynika, że szpital, który miał pomóc sprawnemu mężczyźnie wrócić do pełni sił sprawił, że 83-latek leżał całymi dniami we własnym moczu. Kilka tygodni po opuszczeniu szpitala zmarł.

Do zdarzenia doszło w grudniu 2018 roku, jednak dopiero niedawna sytuacja na izbie przyjęć w wyniku której zmarł 39-letni mężczyzna sprawiła, że córka 83-latka odważyła się głośno opowiedzieć o zaniedbaniach jakich, jej zdaniem, dopuścił się sosnowiecki szpital.

Jak poinformowała córka, 83-letni mężczyzna trafił na oddział psychosomatyczny w połowie grudnia, gdzie przyszedł o własnych siłach. Mężczyzna chorował na Alzheimera, ale jego stan był stabilny. Do szpitala trafił z powodu nasilenia objawów zatrucia neuroleptycznego.

– Ojciec normalnie chodził, uśmiechał się. Niestety, czasem się moczył w pieluchę, a następnie siadał na łóżkach innych pacjentów. Dlatego prawdopodobnie został przez pielęgniarki przywiązany do łóżka – powiedziała w rozmowie z wp.pl córka mężczyzny. – Pielęgniarki skarżyły się, że jest agresywny – dodaje.

Taka sytuacja doprowadziła do tego, że mężczyzna zaczął załatwiać się do pampersa, który przemakał, co sprawiło, że na jego ciele zaczęły pojawiać się odleżyny. Jak twierdzi córka 83-latka, rodzina odkryła to sama po zapachu. Wówczas, sytuacja była już bardzo poważna. Dopuszczono do takiego stanu, że w miejscu odleżyn powstały dziury do kości, z których sączyła się żółta wydzielina.

– Gdy pojawiły się odleżyny, kupiliśmy za własne pieniądze materac przeciwodleżynowy, który zawieźliśmy do szpitala, aby pomóc cierpiącemu tacie. Materac ten przeleżał dwa tygodnie w pokoju pielęgniarek, bo w sali, w której leżała tata nie było gniazdka, a taki materac trzeba podłączyć do prądu. Nikt nie potrafił podjąć decyzji o reorganizacji w salach – informuje kobieta.

Dodatkowo, rodzina codziennie przywoziła do szpitala środki do leczenia odleżyn. – W końcu lekarze stwierdzili, że nic się dla niego nie da zrobić i nieprzytomnego, z otwartymi odleżynami czwartego stopnia, których się nabawił w tym szpitalu, kazali go przewieźć do hospicjum. O wypisie dowiedzieliśmy się bardzo późno. Mieliśmy dwa dni na zorganizowanie dla taty miejsca w hospicjum – skarży się córka.

Ostatecznie mężczyzna trafił do hospicjum w Olkuszu, gdzie personel medyczny był zaskoczony zaniedbaniami. Niestety, stan mężczyzny w ciągu miesiąca, gdy przebywał w sosnowieckiej placówce drastycznie się pogorszył. Mężczyzna po kilku tygodniach zmarł. – Niestety taty nie udało się uratować. Szpital w Sosnowcu to umieralnia. Dręczą mnie teraz wyrzuty sumienia. Oczekiwaliśmy od szpitala pomocy, a ten przyczynił się do śmierci naszego taty i dziadka – podkreśliła córka zmarłego.

Rodzina 83-latka złożyła do Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Południe zawiadomienie o nieprawidłowościach. Skarga trafiła także do zarządu Sosnowieckiego Szpitala Miejskiego, który jednak odmawia komentarza w sprawie powołując się na ustawę o prawach pacjenta.

Skomentuj przez Facebook

8 KOMENTARZE

  1. Szpital GÓrniczy świętach Barbary i kierownictwo to jakaś kpina . Zawsze powinni pomagać i leczyć a przede wszystkim mieć wiarę czasem wieksza od pacjenta . Niestety pan ordynator (gbur) tylko czeka aż ktoś umrze .

  2. Podzielam uwagi internautów
    Leżałem na chirurgi kilka lat wstecz.Bałagan lekarze beznadziejni. Potrafią gonic jedynie pielegniarki.
    Dwa razy przymowali mnie na
    Izbie chorych w ciągu kilku godzin.Za drugim podejściem
    Ledwie z łaski mnie przyjeli cały czas z krwotokiem wewnętrznym.potem koszmar.Za 3 dni wypis bez badañ i znów powrót do szpitala.Wtedy. szum
    Zrobili badania i jako tako poleczyli.Bez dalszego komentarza.

  3. W szpitalu w Czeladzi nie jest lepiej, dziadek dostał takich odleżyn, że miał czarne pośladki, a prześcieradło się przykleiło do rany, nikt nawet nas nie powiadomił i kazał wychodzić podczas zmiany pieluchy, dopiero gdy poczuliśmy dziwny zapach sami to odkryliśmy. Powiedzieli że nie da się tego wyleczyć i za kilka dni umrze. Po miesiącu dziadek ma już prawie wyleczone odleżyny i dochodzi do siebie po pobycie w szpitalu!
    Nie ma co się dziwić, będąc po całych dniach na oddziale codziennie chyba przynajmniej 2-3 osoby umierały, a gdy u jednego pacjenta zapalił się respirator to pielęgniarki ze swojego pokoju wyszły jak już straż przyjechała

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here