Sensacja w piątkowym ćwierćfinale Suzuki Pucharu Polski. MKS Dąbrowa Górnicza pokonał obrońców trofeum, Polski Cukier Toruń, po dogrywce 97:91.

W czwartek rozpoczął się Suzuki Puchar Polski w Arenie Ursynów w Warszawie. W imprezie biorą udział Legia Warszawa (gospodarz) oraz siedem najlepszych drużyn Energa Basket Ligi – Stelmet Enea BC Zielona Góra, Polski Cukier Toruń, Anwil Włocławek, Arka Gdynia, Arged BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski, Polpharma Starogard Gdański oraz MKS Dąbrowa Górnicza.

W swoim pierwszym meczu podopieczni Jacka Winnickiego sprawili ogromną niespodziankę i ograli Polski Cukier Toruń. O zwycięstwie zadecydować musiała dogrywka. – Ciężką pracą można dużo zdziałać – podkreśla trener dąbrowian.

Obrońca trofeum sprzed roku rozpoczął od mocnego uderzenia i prowadzenia 9:2. Dąbrowianie starali się odpowiadać, ale po trójce Damiana Kuliga przewaga torunian wzrosła nawet do 12 punktów. Po dziesięciu minutach i wsadzie Krzysztofa Sulimy było już 25:11.

W drugiej kwarcie sprawy w swoje ręce wziął Mathieu Wojciechowski. Po serii 13:0 i rzutach wolnych Adrisa De Leona dąbrowianie zbliżyli się na punkt (25:24). Rywale utrzymywali jednak bezpieczną przewagę. W końcówce Karol Gruszka zanotował siedem punktów z rzędu i dzięki temu Polski Cukier wygrywał po pierwszej połowie 42:34.

Na początku trzeciej kwarty przewaga torunian wzrosła do 14 punktów. Zagłębiacy próbowali odrobić straty, ale pojedyncze akcje Adrisa De Leona nie wystarczały. Zespół trenera Dejana Mihevca nie był jednak w stanie utrzymywać cały czas wysokiego tempa w ataku. Wykorzystali to gracze MKS-u, a dokładnie Ben Richardson i Mateusz Zębski, dzięki którym dąbrowianie odrobili kilka cennych punktów. Dzięki rzutom wolnym Damiana Kuliga po 30 minutach było 66:62.

W czwartej kwarcie obrońcy trofeum przez dłuższy czas kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Wystarczyła jednak chwila dekoncentracji i MKS znów był w grze. Wszystko za sprawą doskonałym akcjom Mathieua Wojciechowskiego. Po zagraniu Zębskiego drużyna z dębowego miasta traciła już tylko dwa punkty (77:75). Kilka chwil później po rzucie Clevelanda Melvina był remis. Obie drużyny miały szanse na zwycięstwo w podstawowym czasie gry ale nie trafiały.

Zwycięzcę wyłonić musiała więc dogrywka. Świetnie rozpoczął Damian Kulig, dając swojej drużynie lekką przewagę. Następnie jednak swoje robił Wojciechowski, który wyprowadzał ekipę z Dąbrowy Górniczej na prowadzenie. Ostatecznie MKS zwyciężył 97:91.

– Chciałbym pogratulować moim zawodnikom. Gramy tak, że dobrze nas się ogląda. Mamy swój styl. Zdobyliśmy więcej zbiórek, a to świadczy o zaangażowaniu. Nie interesuje nas to, co dzieje się poza boiskiem. Dobraliśmy odpowiednią grupę ludzi, mam nadzieję, że nadal będą się tutaj rozwijać. Chciałbym pokazać, że ciężką pracą można dużo zdziałać. Kto trafia w koszykówce, ten wygrywa. My dzisiaj trafialiśmy i mieliśmy ważne zbiórki – powiedział po meczu zadowolony trener Jacek Winnicki.

– Ta drużyna ma serce i charakter, tutaj gra się najlepiej. Pracujemy ciężko. Nigdy nie odpuściliśmy w trakcie meczu. Poza boiskiem nie mamy szczęścia, ale to nie ma znaczenia – dodał Mathieu Wojciechowski.

W zupełnie innym nastroju był szkoleniowiec ekipy z Torunia. – Przez większą część meczu mieliśmy przewagę, ale rywale cały czas wracali. Trudno powiedzieć dlaczego. To jest Puchar Polski – przegrywasz, jedziesz do domu. Nie jestem z teog powodu zadowolony, nikt nie jest w drużynie. Teraz zaczynamy jednak przygotowania do dalszej fazy w Energa Basket Lidze – powiedział Dejan Mihevc.

Jutro o godz. 18.00 gracze MKS-u w meczu półfinałowym zagrają z Arką Gdynia. Nowy pracodawca Bartłomieja Wołoszyna, w drugim sobotnim ćwierćfinale pokonał Anwil Włocławek 84:80. Wielki finał odbędzie się w niedzielę, 17 lutego, o godz. 17.30.

***

Przypomnijmy, że w czwartkowych ćwierćfinałach Polpharma Starogard Gdański pokonała Legią Warszawa 74:67, a Arged BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski ograł Stelmet Enea BC Zielona Góra 71:64.

Skomentuj przez Facebook

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here