Imieniem historyka, publicysty, dziennikarza, pisarza, działacza społecznego, polityka oraz dyplomaty nazwano rondo na Starym Sosnowcu, na skrzyżowaniu ulicy Piłsudskiego z Grabową i Matki Teresy Kierocińskiej. Od poniedziałku rondo oficjalnie nosi imię prof. Władysława Bartoszewskiego.

W poniedziałek, 19 lutego odbyła się uroczystość nadanie nazwy ronda, zmarłego w 2015 roku, im. Władysława Bartoszewskiego w Sosnowcu. Uroczystość odbyła się w 96. rocznicę urodzin profesora. Taką decyzję podjęli podczas grudniowej sesji radni ze stolicy Zagłębia Dąbrowskiego.

Była to inicjatywa obywatelska. Pomysł podsunęła jedna z mieszkanek Sosnowca, a pod jej wnioskiem zebrano kilkaset podpisów. Radni przyklasnęli temu pomysłowi i go poparli, choć nie wszyscy.

– Cieszę się, że taka oddolna inicjatywa zdarzyła się w Sosnowcu, że to mieszkańcy tego miasta zgłosili takiego patrona. Sosnowiec to od zawsze było miasto wielu kultur. Zawsze się tym szczyciliśmy. To miasto w którym żyli Żydzi, Niemcy, Rosjanie i oczywiście Polacy. Potrafili ze sobą rozmawiać, mimo wielu różnic. Pokażmy, że można się różnić, ale nie trzeba się obrażać. Wierzę że ten sygnał z Sosnowca będzie słyszalny w całej Polsce – podkreślił Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca.

W uroczystości udział wzięli bliscy profesora Bartoszewskiego, mieszkańcy miasta oraz społecznicy. Wśród gości znalazł się także Piotr Bachurzewski, pasierb Władysława Bartoszewskiego, który z rozrzewnieniem wspominał ojczyma.

– Mój ojczym wytłumaczył mi bardzo dokładnie jak to było z polskim antysemityzmem, z polskim życiem w jednym kraju z różnymi nacjami. Miało to różne barwy. Mieliśmy przegadane te kwestie. U mnie nikt nie przemilczał tych spraw. W domu mówiło się o tym otwarcie. Gdyby ta rozmowa odbyła się po wdrożeniu obecnej ustawy o IPN, to wszyscy, trafilibyśmy do więzienia na trzy lata. Ojczym nauczył mnie, by rozmawiać ze sobą. Nie przemilczajmy trudnych spraw, bo te demony zamiatane pod dywan zawsze znajdą drogę by spod niego wyjść – mówił Piotr Bachurzewski.

W trakcie poniedziałkowych uroczystości Barbara Dolniak gratulowała władzom i mieszkańcom Sosnowca pomysłu, który ziścił się ponad podziałami i mimo różnic poglądów. – Bez względu na to, czy znaliśmy go osobiście, czy też tylko z telewizora, książki, czy radia, wszyscy wiemy, jaki był otwarty na dialog, będąc świadkiem okrutnych wydarzeń – powiedziała.

Człowiek, któremu chciało się chcieć

– Z tego co mi wiadomo są to jedyne w Polsce oficjalnie obchody jego urodzin. I to w mieście z którego pochodził jeden z jego najbliższych przyjaciół – Władysław Szpilman – mówił dr Marcin Barcz, sekretarz Władysława Bartoszewskiego. – Gdyby żył, cieszyłby się, że wszystkim nam chciało się chcieć przyjść tu, mówić, jak ważna jest rozmowa i umiejętne różnienie się w poglądach. Działał nawet w sytuacjach, które wydawały się być beznadziejnymi, gdzie inni się bali. Bartoszewski nigdy nie był człowiekiem obojętnym – dodał.

Władysław Bartoszewski był polskim historykiem, dziennikarzem, politykiem i dyplomatą. Był więźniem Auschwitz, żołnierzem Armii Krajowej i uczestnikiem powstania warszawskiego. Dwukrotny minister spraw zagranicznych, senator IV kadencji. W latach 2007–2015 sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Kawaler Orderu Orła Białego, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Zmarł 24 kwietnia 2015 roku.

Skomentuj przez Facebook

21 KOMENTARZE

    • Po pierwsze, „każą” od kazać a nie karać. Po drugie, jakie kontrowersje są dla Ciebie problemem? Bo wyszedł z obozu? Jak wielu innych. Polecam prawdziwą historię a nie brednie prawicowych matołów, którzy nie znają podstawowych faktów…

      • Nie wyszedł z obozu a wyjechał z niego pierwszą klasą z innymi SS-manami i kolaborantami nazistowskimi którzy w obozach sprzedawali i donosili na zydów. Zresztą to samo robił potem jak już wrócił o Warszawy, przypomnę tylko że to również brat kolaborantki nazistowskiej która do tego wyszła za mąż za SS-mana.

        • Bartoszewski nie miał siostry a nawet gdyby miał to nie mogłaby wyjść za Niemca (takie było prawo) a tym bardziej SS-mana. Co to donoszenia, nie sprecyzowałeś ale tacy jak Ty powtarzają, że w obozie donosił na AK, problem w tym, ze AK nie istniało wtedy jeszcze… Reasumując, jesteś debilem.

      • L4 z obozu, czy to nie brzmi dziwnie? W takich warunkach, niedożywieni to chyba każdy mógł mieć jakąś dolegliwość, a jednak nie skorzystali z L4.

    • No tak, „karzą”, „karzą”, bo ten rząd to jedna wielka kara dla ciężko pracujących w tym kraju, którym się jedynie non-stop rzuca kolejne kłody pod nogi. Jeszcze trochę i kolejna fala młodych i wykształconych stąd ucieknie, bo wolności tu coraz mniej, za to rygorów coraz więcej. W sumie to mogło być gorzej, mogliśmy mieć rondo nazwane jak w Jaworznie…

  1. Widać że komuś palma strzeliła. Proponuje od razu na tym rondzie palmę sztuczną postawić tak jak w Warszawie abyśmy mieli klimat stołeczny pełną gębą.

    • Palma stała w Sosnowcu już przed wojną i to prawdziwa więc żaden stołeczny klimat… I na czym polega problem z nazwa ronda?

    • Albo takiego tandetnego Jezusa jak ten ze Świebodzina. Pasowałby do tej otaczającej tandety jak ulał (w stylu klocka na zabytkowej elektrowni z Narutowicza czy elewacji dawnego Extravagance).

  2. A wstęgę biało-czerwoną „okręcił” na znaku czesany kolega od przestrzeni miejskiej? „Świetna” robota ;))))) Wyobraźnia godna uwagi 🙂 Niech pan wnioskuje o zasłużoną premię!

  3. Też wybór postaci uważam za totalnie chybiony. O ile w ogóle był jakiś wybór, pewnie nakaz partyjny Peło. Mniejsza z tym, że okoliczności wyjścia z Auschwitz są niejasne, bo każdy dla ratowania życia bliskich byłby w stanie zrobić wiele, nie mnie oceniać, nie żyłam w tych czasach i nie miałam brata w obozie śmierci, którego hitlerowcy w każdej chwili mogli zabić. Jednak dwa koronne argumenty na NIE to brak jakiegokolwiek związku z Zagłębiem i Sosnowcem oraz zjadliwe zaangażowanie polityczne patrona. Do dziś dźwięczą mi w uszach jego szczujące wypowiedzi względem politycznej konkurencji. Do dziś słyszę jak się unosił i perswadował jedynie słuszny wybór nieelegancko, napastliwie. Kilkaset podpisów na miasto liczące prawie 200 tysięcy mieszkańców…. to zdanie mówi samo za siebie, zadecydowała polityka, a nie mieszkańcy.

    • I w tym właśnie sęk. Rządzący naprawdę nie mają ważniejszych spraw na głowie, tylko ciągle zajmują się nieistotnymi pierdołami! Przejeżdżam przez to rondo do pracy i prawdę mówiąc, dla mnie mogłoby się ono nazywać Rondem Myszki Miki, Lorda Vadera albo nawet Rondem Bez Nazwy. Do lekarzy specjalistów czeka się latami, wszystko drożeje przy stojących w miejscu pensjach, młodzi ludzie stąd uciekają, przez co w przyszłości nie będzie miał kto pracować na emerytów, po 2020 roku UE zakręci kurek z funduszami, i tak dalej – TO są prawdziwe problemy Polaków. A nie głupoty, nazwa ronda czy burzenie PKiN!

  4. Jeszcze „mazgaja” yszewskiego brakuje, pościemniałaby coś chłopina, nowy życiorys utkała, nad swoim losem załkała, bo tak mu było dobrze jak był w szkole a teraz to wiedzą, że „szumowina i kanalia” a dla władzy nawet głupka z siebie zrobi.
    Rada:
    nie przejmuj się pan! Na taczki zawsze będziesz mógł liczyć!

  5. Władysław lubił czytać i najwidoczniej wnikliwie przeczytał regulamin obozu. Wyczytał gdzieś między wierszami, że można iść na tzw. chorobowe i skorzystał z tego. Tak na marginesie to Niemcy nie byli tacy okrutni skoro chorych zwalniali z obozu. Trudno w to uwierzyć, ale trzeba się z tym pogodzić, że tak było

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here