Pod koniec maja, część pracowników spółki Praktiker Polska zwolniła się z pracy po tym, jak firma przestała wypłacać im pensje. W zamian otrzymali oni wezwania do zapłaty odszkodowania.

Poważne problemy spółki trwają co najmniej od lutego. Wówczas na zlecenie Metro Properties komornicy rozpoczęli czynności egzekucyjne oraz wypowiedziało Praktikerowi umowy najmu, z żądaniem zwrotu zajmowanych powierzchni.

Działania podjęto wobec sześciu marketów Praktiker Polska w restrukturyzacji: w Warszawie Markach, Łodzi, Radomiu, Krakowie, Zabrzu oraz Czeladzi, gdzie jest on częścią centrum handlowego M1.

Szybko okazało się, że to nie jedyne problemy spółki. Część pracowników Praktikera zwolniła się z pracy po tym jak firma przestała wypłacać im pensje. W dodatku pracodawca nie dostarczył podwładnym wypowiedzeń oraz świadectw pracy.

W poniedziałek, 22 maja, pod nową siedzibą spółki Praktiker Polska w Dąbrowie Górniczej, pikietowali pracownicy, którzy domagali się wypłaty zaległych wynagrodzeń i świadectw pracy.

Niewypłacanie pracownikom należnych wynagrodzeń jest łamaniem prawa, dlatego wielu z nich zdecydowało się na złożenie wypowiedzenia, by szukać nowej pracy. Teraz otrzymują oni wezwania do zapłaty odszkodowania na rzecz firmy.

– Ludzie nie dostali wynagrodzeń, zostali bez środków do życia, a teraz, kiedy się zwolnili, żeby szukać nowej pracy i mieć za co utrzymać rodziny, dostają wezwania do zapłaty odszkodowań. To po prostu nie mieści się w głowie – mówi Mariusz Włodarczyk, przewodniczący „Solidarności” w Praktiker Polska.

Pracownicy Praktikera otrzymali pisemną informację, że ich wypowiedzenia były bezzasadne i wzywa ich do „dobrowolnego spełnienia świadczenia”.

– Mimo bardzo trudnej sytuacji wynikającej m.in. z niedopuszczalnej egzekucji komorniczej, a co za tym idzie – brakiem możliwości prowadzenia działalności handlowej w aż 9 lokalizacjach, spółka wypłacała wynagrodzenia dla wszystkich aż do marca 2017(także dla tych, których markety były zamknięte i nie mogli oni wykonywać swoich normalnych obowiązków) – podaje biuro prasowe Praktiker Polska.

Byli pracownicy zapłacą odszkodowanie?

W związku z zaległościami w wypłacie pensji i wobec braku wypowiedzeń oraz świadectw pracy, ok. 200 pracowników Praktikera postanowiło samemu zwolnić się z pracy. Powoływali się przy tym na art. 55 Kodeksu pracy. Zgodnie z nim, pracownik może rozwiązać umowę o pracę bez okresu wypowiedzenia, jeżeli pracodawca dopuścił się ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków wobec pracownika.

– Trudno wyobrazić sobie cięższe naruszenie obowiązków wobec pracowników niż niewypłacenie im należnego wynagrodzenia – tłumaczy Mariusz Włodarczyk. – Nie do pomyślenia jest, aby to pracownicy finansowali działalność firmy ze swoich wynagrodzeń – dodaje.

Pracownicy Praktikera wysyłają teraz do spółki odpowiedzi na pismo, a nich także wezwania do zapłaty – tym razem zaległego wynagrodzenia.

– Przygotowaliśmy dla pracowników wzór odpowiedzi na pismo, które otrzymali od zarządcy. W tym dokumencie znajduje się również wezwanie do zapłaty zaległego wynagrodzenia w terminie 7 dni. Niedotrzymanie tego terminu będzie skutkowało rozpoczęciem drogi sądowej – tłumaczy przewodniczący Solidarności w Praktiker Polska.

Katowicka prokuratura bada sprawę Praktikera

Prokuratura Okręgowa w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie firmy Praktiker. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w tej sprawie złożył wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

– W ramach śledztwa zbadane zostaną trzy wątki: naruszenie praw pracowniczych przez pracodawców przede wszystkim w związku z niewypłaceniem wynagrodzenia, niezgłoszenie upadłości w ustawowym terminie oraz niegospodarność od marca 2013 do maja 2017 roku – mówi Marta Zawada-Dybek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

  • pazurcezara

    Praktyką jest,że za wykonaną pracę, należy się godziwa zapłata w terminie. Trudno uwierzyć że to się dzieje w XXI wieku.

  • Maria

    To absolutnie Himalaje bezczelności ze strony Praktikera. Przebijają tu osławiony szczyt bezczelności, w którym to po narobieniu komuś na wycieraczkę puka się i prosi o papier…… jak coś takiego możliwe jest w ogóle w państwie prawa?