11 listopada 2009 rok – tej daty pani Beata Stępień nigdy nie zapomni. To właśnie tego dnia o mało nie straciła życia. Potrąciła ją policjantka i uciekła z miejsca wypadku. Po 9 latach sądowego boju zapadł wyrok.

Do tragedii doszło 11 listopada przed godziną 20:00. Pani Beata Stępień, nauczycielka wychowania fizycznego z Dąbrowy Górniczej wracała do domu. Niestety, tego dnia do niego nie dotarła. Zatrzymał ją tragiczny wypadek, którego skutki, pomimo upływu 9 lat, odczuwa do dziś.

Do dziś nie odzyskała sprawności 

Jak ustalił sąd, została potrącona na przejściu dla pieszych przez byłą już policjantkę Annę K., wracającą tamtego dnia z uroczystości w miejscowej komendzie. Co więcej, funkcjonariuszka uciekła z miejsca wypadku, pozostawiając poważnie ranną kobietę na drodze.

– Pamiętam, że przechodziłam przez pasy, miałam zielone światło. I nagle wprost na mnie wjechał samochód. W wyniku potrącenia doznałam obrażeń głowy, złamań i zwichnięć. Miałam szczęście, że w tamtym czasie nie jechało nic z przeciwka, bo pewnie teraz bym już nie żyła. W szpitalu spędziłam kilka miesięcy. Do dziś nie odzyskałam pełnej sprawności fizycznej i przechodzę zabiegi rehabilitacyjne – wspomina pani Beata Stępień.

W wtorek, 10 kwietnia, sąd uznał Annę K. winą. Jak mówi pani Beata, w końcu udało się wymierzyć sprawiedliwość. Oskarżona usłyszała wyrok – dwa lata pozbawienia wolności w zwieszeniu na cztery lata, 5-letni zakaz prowadzenia pojazdów i 30 tysięcy złotych nawiązki dla pokrzywdzonej.

Długa droga do sprawiedliwości

Ale droga do sprawiedliwości była długa i trudna, a sądowa batalia trwała blisko 10 lat. – Początkowo Anna K. twierdziła, że to nie ona prowadziła samochód, lecz jej koleżanka z komendy, a ona sama była pasażerką. Tę wersję potwierdziła koleżanka pani Anny K., która zaprzeczyła jednocześnie, żeby kogokolwiek potrąciła. Sąd uznał jednak jej zeznania za niewiarygodne. Podważyła je m.in. analiza połączeń telefonicznych obu policjantek, z których wynikało, że Anna K. i jej koleżanka nawiązywały kontakt telefoniczny już po wypadku i były w zupełnie różnych miejscach – wspomina pani Beata.

Wyrok w pierwszej instancji skazujący Annę K. na dwa lata więzienia w zawieszeniu i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na 5 lat zapadł w 2014 roku. Prowadząca w tym czasie sprawę sędzia zaznaczyła, że choć w sprawie nie ma bezpośrednich dowodów wskazujących na sprawstwo Anny K., to jednak obciąża ją wiele poszlak, m.in. zeznania świadka, który kilka ulic dalej widział, jak samochód ówczesnej policjantki uderzył w znaki drogowe, gubiąc tablicę rejestracyjną. Również biegły z zakresu ruchu drogowego uznał, że to ten samochód potrącił pieszego. Rok później wyrok skazujący uchylono, a sprawa skierowana została do ponownego rozpatrzenia. W tym roku sąd ponownie skazał Annę K.

„Nigdy nie usłyszałam słowa – przepraszam”

– 10 kwietnia w sprawie dotyczącej oskarżonej Anny K. zapadł wyrok, w którym zmieniono częściowo wyrok sądu pierwszej instancji poprzez zasądzenie od oskarżonej kosztów zastępstwa adwokackiego na rzecz oskarżycielki posiłkowej oraz przyjęto za podstawę rozstrzygnięć zawartych w zaskarżonym wyroku przepisy kodeksu karnego obowiązujące w dacie czynu, a w pozostałym zakresie wyrok utrzymano w mocy – poinformował nas sędzia Jacek Krawczyk, rzecznik Sądu Okręgowego w Katowicach. Wyrok, który zapadł w Sądzie Okręgowym w Katowicach, jest prawomocny.

Cieszę się, że w końcu zapadł wyrok, który uważam za uczciwy. Jestem usatysfakcjonowana tym, że winna została ukarana, ale zdrowia mi to nie wróci. Nigdy też nie usłyszałam od niej słowa – przepraszam – komentuje pani Beata.

Skomentuj przez Facebook

5 KOMENTARZE

  1. Sprawiedliwość w tym kraju to kpina! A ten wyrok to już w ogóle dno i kilometr mułu! Za to sędziowie mają zagwarantowane darmowe i sowite emeryturki, choć przez całe życie nie płacili żadnych składek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here