Miejskie legendy mają bogatą historię. Często wyssane z palca i wielokrotnie przetrawione przez kolejnych bajarzy. Ale czy wszystkie tego typu wywody są tylko fikcją?

Czarna wołga czy smok wawelski, to jedne z najsłynniejszych miejskich legend w Polsce. Każdy z nas je zna, chociaż nie wiemy skąd. Co więcej, nie wiemy nawet, czy są prawdziwe, mimo że funkcjonują w naszej świadomości od lat, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Często wielokrotnie modyfikowane, nieraz docierają do nas w absurdalnej formie.

Istoty nadnaturalne, bóstwa i demony towarzyszyły ludziom od zawsze. Niezależnie od tego, czy są one prawdziwe czy osnute mitem, warto je poznać, aby pogłębić więź ze swoją małą ojczyzną. Zamieszczone legendy i podania pochodzą z oryginalnych zeszytów Mariana Kantora-Mirskiego z lat 1931 i 1932.

Duch Kazimierza Mieroszewskiego (Będzin)

Błękitna Ludwika to niejedyna zjawa gzichowskiego pałacu. Koło północy, w księżycową noc, w pałacowym parku spostrzec można sylwetkę mężczyzny stojącego pomiędzy rzeźbami Bachusa i Flory. Jest to Kazimierz Mieroszewski we własnej osobie, pan który ów pałac kazał zbudować i dbał o jego świetność. Za młodu gustował w hulankach i swawolach. Gdy ukończono budowę, kazał postawić rzeźby Bachusa – greckiego boga ekstazy i wina – oraz Flory – towarzyszki jego swawoli – w parku, jako symbol swoich upodobań.

Razu pewnego mieszczanie zgorszeni poczynaniami swawolnego i rozpustnego pana, poszli ze skargą do miejscowego plebana. Ten zaś udał się do Kazimierza, by go odwieść od hulaszczego życia grzesznika. Jednak, gdy pan plebana przyjmował, na wskutek nadmiaru wypitego wina i niekompletnego ubioru, gościa uraził. Napomniany imieniem Bożym, plebana obelgami obrzucił i zagroził, iż każe go po parku włóczyć.

Przerażony sługa Boży, uciekając, przeklął rozpustnika. Za karę, po śmierci, miał spędzać noce w towarzystwie posągów. Miał rozmyślać o swoich grzechach i żałować swych win. Rankiem zaś, gdy pierwszy kur zapieje, miał przybywać po niego dwugłowy koń, by zabrać go z powrotem do czyśćca. Czas płynął. Mieroszewski ustatkował się i ożenił. Kolejny pleban zdjął klątwę, niestety już po śmierci Mieroszewskiego. Na przebaczenie dla Kazimierza było już za późno i klątwa zachowała swą moc.

Dlaczego Wojkowice?

Koło XI, a może XII wieku przyjęto zasadę, żeby nazwy osad pochodziły od imion wójtów zamieszkujących w tej osadzie. Wówczas Wojkowice należały do rycerza Wojsława, a później do jego potomków zwanych Wojkowiczami.

Nazwa Wojkowice podchodzi od formy zdrobniałej imienia Wojciech lub Wojsław, czyli Wojek. Początkowo Wojkowice były bezpośrednią własnością panujących na tych terenach książąt, Piastów Bytomskich, oraz ich spadkobierców.

Później, w XV wieku stały się własnością biskupów krakowskich. O osadzie Wojkowice pierwsze wzmianki historyczne pochodzą z lat siedemdziesiątych XIII wieku. Jest kilka legend mówiących o tym, jak powstała osada.

Ostatnia legenda, wspomina o dwóch dzielnych rycerzach, którzy zwali się Wojko i Komorno, walczących na tych terenach. Gdy polegli w boju, zostali pochowani na jednym z okolicznych wzgórz i stąd wzięły się nazwa Wojkowice Komorne.

O gwałtownym wojewodzie i pięknej Witysławie (Ogrodzieniec)

Miasteczko wyrosło nad lewym źródłem Czarnej Przemszy, które dawniej zwało się Masłonicą. Posłuchajmy, co kryształowa toń strumienia, pluskająca się sznureczkiem perełek po drobniuchnych kamyczkach, szepce o dziejach dawnego miasta i o potężnem ogrodzienieckim zamczysku. Były to czasy Bolka Krzywoustego.

W zamku, podówczas drewnianym, przebywała przecudna dzieweczka Witysława, siostrzenica wojewody Skarbimira. Tenże, choć będąc w sędziwych latach, rozkochał się w siostrzenicy i gwałtem chciał ją poślubić. Narzeczonego dzieweczki Piotra Szczebrzyca uwięził w zamku w Ojcowie.

Dowiedział się o tym Krzywousty, a w dodatku wykrywszy knowania Skarbimira przeciwko całości państwa, zebrał rycerstwo, ruszył na Ojców. Po jego zdobyciu pojmał zdradliwego wojewodę, pozbawił go wszystkich dostojeństw i skazał na oślepienie. Potem ruszył do Ogrodzieńca, uwolnił Witysławę i połączył z oswobodzonym z więzienia ojcowskiego Szczebrzycem. Jako wiano oddał młodej parze zamek w Ogrodzieńcu i zamek w Ojcowie.

Tyle mówi legenda. Ponieważ w każdym podaniu ludowym tkwi coś z prawdy, przeto możemy przypuszczać, że obok zamku ogrodzienieckiego istniała osada już za czasów Krzywoustego, która stała się z czasem zawiązkiem miasta.

O kościółku na Syberce (Będzin)

Po lewej strony drogi wiodącej z Będzina do Czeladzi, sterczały ongiś na wzgórzu ruiny dawnego budynku, zwanego przez miejscową ludność Syberką, na pamiątkę przymusowego osiedlenia tutaj przez władze rosyjskie kilkunastu rodzin szlacheckich znad Niemna, które za udział w powstaniu listopadowym (1830-1831) skazane zostały na roboty w kopalniach zagłębiowskich. W późniejszych czasach w tym gmachu mieściła się rosyjska komora celna. Ale miejsce to ma być według legendy – uświęcone i innym wydarzeniem.

Zdarzyło się pewnego razu, że Stanisław Szczepanowski, biskup krakowski, co to z rozkazu Bolka Śmiałego został potem porąbany na Skałce w Krakowie, w wędrówce po swej diecezji, znalazł się o wieczorze w okolicach Będzina. Nie chcąc przyjąć gościny u okrutnego pana siedzącego na grodzisku będzińskim, zatrzymał się na nocleg na wzgórzu wyżej wymienionym, u stóp którego widniała osada, która później przeniósłszy się nieco niżej, nazwała się Małym Będzinem czyli Małobądzem.

Po nocy spędzonej pod namiotem, zanim ruszono w dalszą drogę, ustawiono na pniaku pośród małej polany leśnej maleńki ołtarzyk, przy którym świątobliwy biskup odprawił mszę świętą. Po skończonym nabożeństwie gromadka ludu z osady, ze szlochem i płaczem zbliżywszy się do biskupa błagała go o obronę przed okrucieństwem pana z zamku.

Biskup wysłuchawszy skarg uciemiężonych, wyrzekł w proroczym natchnieniu: – Idźcie w spokoju do domów; niedługo skończy się wasza niedola!

Proroctwo spełniło się. Niewiele bowiem upłynęło czasu, a okrutny pan zginął na łowach w puszczy nadprzemszańskiej, a na pamiątkę pobytu w tym miejscu biskupa Szczepanowskiego, wzniesiono na wzgórzu kościółek drewniany, który później został kościółkiem parafialnym, istniejącym aż do końca XV wieku.n

Bibliografia: Zeszyty Mariana Kantora-Mirskiego, Stanisław Jędrzejek „Sosnowiec. Opowiadania i legendy z Sosnowcem związane”, Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego, Wikipedia, Historie i legendy ziemi będzińskiej. „Ziemia Będzińska

Skomentuj przez Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here