Wojewoda unieważnił uchwałę dąbrowskich radnych znoszącą opłatę adiacencką. W czasie marcowej, burzliwej sesji Rady Miejskiej radni zdecydowali, że pójdą do sądu.

Przypomnijmy, że problem dotyczy kilku tysięcy dąbrowskich rodzin. Zaczęło się 10 lat temu. Wtedy to ówcześni radni wprowadzili na terenie miasta tę opłatę, co gorsze, zdecydowali, że będzie ona wynosiła 50 procent różnicy między wartością nieruchomości przed wybudowaniem urządzeń infrastruktury technicznej, a wartością, jaką nieruchomość ma po ich wybudowaniu. Jest to maksymalna dopuszczalna stawka. W 2015 roku, po protestach, Rada Miejska zmniejszyła opłatę adiacencką do 3 procent. Tyle tylko, że część mieszkańców dalej obowiązuje stawka 50 proc.

W czasie lutowej sesji dąbrowscy radni jednogłośnie przyjęli projekt uchwały prezydenta Zbigniewa Podrazy likwidującej opłatę adiacencką, którą urzędnicy nałożyli na dąbrowian. Aby to umożliwić, projekt zakłada wejście w życie uchwały ze wsteczną mocą obowiązywania od 30 lipca 2008 roku, czyli dnia, kiedy po raz pierwszy mogła mieć zastosowanie uchwała ustalająca wysokość tej opłaty w Dąbrowie Górniczej.

Jednak uchwała dąbrowskich radnych została unieważniona przez nadzór prawny wojewody. Powód? W uzasadnianiu czytamy m.in., że wspomniana uchwała „została podjęta z istotnym i rażącym naruszeniem prawa”.

Prezydent z decyzją wojewody się nie zgodził i w czasie sesji, 28 marca złożył projekt uchwały do Rady Miejskiej o zaskarżenie rozstrzygnięcia wojewody do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Radni projekt uchwały poparli, przy jednym głosie wstrzymującym się. Nie obyło się jednak bez zgrzytów.

Jednym z punktów środowej sesji był także projekt uchwały dotyczący opłaty adiacenckiej złożony przez Grzegorza Jaszczurę, Jerzego Reszke i Katarzynę Zagajską. W trakcie sesji radni zgłosili do swojego projektu, dzień wcześniej pozytywnie zaopiniowanego przez komisję, poprawki.

– Znaleźliśmy lepsze rozwiązania, niż to które zaproponował prezydent. Rozwiązanie, które zapewniałoby zmianę stawki opłaty adiacenckiej na stawkę 1 procent. Kiedy Jerzy Reszke zaprezentował naszą autopoprawkę wraz z argumentami, okazało się, że najprawdopodobniej pokrzyżowaliśmy już z góry ustalone plany „prezydenckich” radnych, którzy, jak się możemy tylko domyśleć, chcieli odrzucić nasze projekty, argumentując m.in. że rada nie może unieważniać własnych uchwał. Tego m.in. dotyczyła nasza autopoprawka, a poza tym merytorycznie projekty uchwał były identyczne – mówi radna Katarzyna Zagajska.

– Nasz projekt przepadł. Jak to trafnie określił radny Reszke: prezydent wplątuje wszystkich w swoją grę, której celem wcale nie jest pomoc mieszkańcom w rozwiązaniu problemów, a jedynie gra. My jednak na tę grę się nie zgadzamy i protestujemy głośno – podsumowuje radna.

Do sprawy odniosła się przewodnicząca Rady Miejskiej. – Około godziny 13:00, przedstawiciel grupy radnych wnioskodawców podszedł do mnie z informacją, że chce wnieść autopoprawkę do uchwały znajdującej się w porządku obrad. W rzeczywistości nie była to autopoprawka lecz projekt zupełnie nowej uchwały w sprawie zmiany uchwały z 2008 roku, zmierzająca do obniżenia stawki opłaty adiacenckiej do 1 procenta ze wsteczną mocą obowiązującą. Przyjęcie takiej uchwały m.in spowodowało by istnienie dwóch uchwał w tej samej sprawie w obrocie prawnym. Zaskoczona takim obrotem sprawy, skonsultowałam się z radcą prawnym, czy w sytuacji procedowania nad uchwałą o zupełnie innej treści, projekt uchwały spełnia wymogi uzyskania opinii zgodnie ze statutem. Byliśmy z mecenasem zgodni, że opiniowaniu została poddana zupełnie inna uchwała – komentuje Agnieszka Pasternak.

Czy Sosnowiec to bezpieczne miasto?

View Results

Ładowanie ... Ładowanie ...

Skomentuj przez Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here