Terrorysta, radykalny antykomunista czy szaleniec, który chciał zabić najważniejszą osobę w państwie? Kim był sosnowiczanin, który 56 lat temu chciał wysadzić w powietrze limuzynę, zabijając Władysława Gomułkę?

3 grudnia 1961 rok. Do Sosnowca, a konkretnie Zagórza przyjeżdża z wizytą Władysław Gomułka, pierwszy sekretarz KC PZPR, wita go Edward Gierek. Okazja? Zbliżała się Barbórka, dlatego oficjalnym celem wizyty było otwarcie miejscowej kopalni „Porąbka”. Za przygotowanie wizyty pierwszego sekretarza w Zagórzu odpowiadał Franciszek Szlachcic, ówczesny komendant wojewódzki Milicji Obywatelskiej w Katowicach. Już miesiąc wcześniej cały teren otoczono i patrolowano. Przygotowano trzy trasy i trzy kolumny, w tym dwie fałszywe.

W artykule „Zamachowiec z Zagórza” dr Adam Dziuba z katowickiego oddziału IPN czytamy: „Około godziny 12.06 na ulicę Krakowską od strony kopalni wyjechała grupa samochodów, wśród których znalazły się trzy reprezentatywne limuzyny. Gdy auta zrównały się z posesją nr 47, nastąpił wybuch miny ukrytej w przydrożnym słupku. Ranne zostały dwie osoby: dziewczynka, która przebywała akurat w domu przy Krakowskiej 47 i przechodzący w pobliżu górnik, który powracał z uroczystości. Odłamki posiekały też czarną limuzynę, wziętą przez zamachowca za samochód, którym jechała delegacja partyjno-rządowa.” 

Władysław Gomułka - fot. Wikipedia
Władysław Gomułka – fot. Wikipedia

Celem oczywiście był Władysław Gomułka. Zamach się nie powiódł. A kto targnął się na życie komunistycznego przywódcy?

Podobnie jak zamach na Chruszczowa i Gomułkę z 1959 roku, ten zamach także został przeprowadzony przez Stanisława Jarosa, elektryka z Zagórza. Był znany miejscowym jako „złota rączka”, znał się na elektrotechnice. Mieszkał z matką i nie był żonaty.

Jaros zaplanował zamach kilkaset metrów od miejsca poprzedniego, było to możliwe dzięki podaniu przez prasę szczegółowych informacji o programie wizyty. 3 grudnia bomba wybuchła znacznie bliżej kolumny niż za pierwszym razem, ale nie zabiła ani nie raniła nikogo z oficjeli. W zamachu ucierpiały dwie osoby, które zostały ranne – górnik i dziecko.

Uszkodzony został także rządowy samochód, jednak według wspomnień ministra spraw wewnętrznych Franciszka Szlachcica była to kolumna wysłana dla zmylenia ewentualnych zamachowców. Jednocześnie inne źródła nie potwierdzają istnienia takich kolumn.

Jeszcze tego samego dnia na miejsce zamachu dotarli funkcjonariusze MSW z Warszawy. Założono, że sprawcą jest osoba odpowiedzialna za zamach z 1959 roku. Śledztwo objęło wiele osób, ale dzięki ustaleniom policyjnych techników stwierdzono, że tak skomplikowany ładunek wybuchowy wymagał dużej wiedzy o pirotechnice oraz wiele czasu poświęconego na budowę. Na przewodach zasilających bombę znaleziono ślady obcęgów i na podstawie obecnych mikrośladów rozpoczęto poszukiwania osoby będącej w posiadaniu takiego samego narzędzia. W ostatniej chwili do listy osób objętych inwigilacją oraz przeszukaniem dodano faktycznego sprawcę.

20 grudnia aresztowana została jednak inna osoba, od której uzyskano informację, że podejrzewa ona Jarosa. Sam Jaros został aresztowany dopiero 28 grudnia, gdy otrzymano wyniki badań mikrośladów narzędzi. Aresztowany przyznał się do obu zamachów dopiero 8 stycznia, złożył wówczas obszerne zeznania, zapewniając, że jego celem nie było zabójstwo Gomułki, a jedynie demonstracja. Akcję uzasadniał nienawiścią do systemu.

Jaros zeznał, że w 1948 roku został aresztowany za działalność antykomunistyczną, było to powodem, że „czuł szczególny uraz do organów MO”. Proces rozpoczął się 9 maja 1962 roku, Jaros został uznany winnym i skazany na śmierć. Powieszono go 5 stycznia 1963 roku.

Sprawa zamachu na Gomułkę była mocno cenzurowana przez ówczesne władze PRL. Nie było żadnej wzmianki w prasie, informacja nie przeciekła także do prasy zagranicznej.

Bibliografia: Wikipedia, Archiwum IPN, NaTemat.pl, Adam Dziuba „Zamachowiec z Zagórza”, Józef Krzyk „Bomba dla Chruszczowa i Gomułki”

Skomentuj przez Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here